Wielki Brat patrzy


Wielki Brat patrzy
Po aferze ze szpiegowaniem pracowników w niemieckim Lidlu w Polsce rozgorzała dyskusja, czy wielkie sieci handlowe kontrolują swoich pracowników i jak to robią? Nie chcemy być szpiegowani i kontrolowani! – oburzają się pracownicy.

Ukryte miniaturowe kamery, podsłuch, detektywi – co miało miejsce w niemieckim Lidlu – wstrząsnęło opinią publiczną na całym świecie. Kierownictwo supermarketów śledziło każdy ruch swoich podwładnych. Z raportu, do którego dotarł niemiecki tygodnik „Stern”, wynika, że kontrole przeprowadzono w 200 sklepach na terenie Dolnej Saksonii, Berlina, Nadrenii i Szlezwika-Holsztynu. Detektywi śledzili każdy ruch pracowników – zapisywali w raporcie, kiedy wychodzą do toalety, o czym rozmawiają na przerwie, a nawet, gdzie mają tatuaże i jakie jest grono ich znajomych. Jak daleko się jeszcze posuną? Petra Tarbet, rzeczniczka niemieckiego Lidla, potwierdziła, że obserwacje w sklepach rzeczywiście prowadzono, jednak nie były one skierowane na inwigilację pracowników i ich prywatnego życia, ale miały służyć wykryciu przypadków kradzieży i łamania regulaminu pracy. Pomimo to Lidl wydał oficjalne przeprosiny i wysłał je do 48 tys. swoich pracowników w całych Niemczech. „Jeżeli czujecie się poniżeni i osobiście urażeni, bardzo tego żałujemy i przepraszamy”. Pracownicy czują się urażeni. Związek zawodowy Ver.di zaapelował nawet do pracowników sieci o składanie skarg przeciwko firmie i żądanie odszkodowania za naruszanie dóbr osobistych. Postępowanie Lidla potępił nawet Związek Etyki Niemieckiej Gospodarki. Tłumaczenie Lidla, że chciał kontrolować, czy pracownicy nie kradną, nie jest bezzasadne. Ze światowego raportu o kradzieży w handlu detalicznym wynika, że pracownicy wynieśli ze sklepów polskich sieci handlowych w ciągu zaledwie roku towar wartości ponad 400 mln euro, zaledwie o 60 mln mniej, niż wynoszą straty spowodowane przez nieuczciwych klientów. – Przyznaję, że kradzieże w sklepach to jest dla nas problem, ale to sprawa wewnętrzna i nie chcemy na ten temat rozmawiać – mówi Dorota Patejko, dyrektor ds. komunikacji Auchan w Polsce. W Polsce też podglądają? - W naszych sklepach działa system monitoringu, ale ze względu na bezpieczeństwo nie ujawniamy, jak on działa – dodaje. Sieci handlowe w Polsce zapewniają, że takie praktyki, jak w niemieckim Lidlu, nie są u nas stosowane. – Takie rzeczy, jak nie niemieckim Lidlu, powtórzenie! u nas się nie dzieją – zapewnia Paweł Tymiński, rzecznik prasowy Jeronimo Martins, właściciela supermarketów Biedronka w Polsce. Pomimo tych zapewnień sieci handlowe wydają na zabezpieczenia w sklepach astronomiczne sumy. W ciągu roku w systemy monitoringu w sieciach zainwestowano ponad 8 mld zł. W samej Polsce tylko ok. 400 mln zł. Pracownicy hipermarketów i supermarketów w kraju zamieniłam tu Polskę na kraj dopiero po aferze w niemieckim Lidlu zaczęli uważniej przyglądać się zabezpieczeniom w sklepach i kontroli, jakiej poddają ich pracownicy pracodawcy?.– Od pięciu lat pracuję w tym samym hipermarkecie. Nigdy nie wyniosłam niczego ze sklepu. Dla mnie to sprawa uczciwości – mówi Magdalena Bajerska, kasjerka. Niejednokrotnie była jednak przeszukiwana. – To nie jest miłe. Kasy są obserwowane przez kamery, dodatkowo podłączone są do systemu monitoringu. Oprócz tego przy wyjściu przechodzimy przez specjalne bramki, a czasami mamy nawet kontrolowane torby. Czujemy się jak złodzieje – skarży się kobieta. Nie każdy pracownik to przestępca! - Katarzyna Wolf przyznaje, że zarabia niewiele. – Czasami słyszałam, jak koleżanki mówiły, że jak sobie coś zjedzą, to wyrównają przynajmniej małą pensję, ale takich przypadków jest niewiele – zapewnia. – To, że kierownictwo hipermarketu kontroluje nieuczciwych pracowników, jest dla mnie zrozumiałe, ale nie można każdego traktować jak przestępcy i szpiegować go przez kilka godzin pracy. To jest po prostu nie do wytrzymania – mówi. Szpiegowaniem pracowników są oburzeni nie tylko sami pracownicy, ale również etycy. Związek Etyki Niemieckiej Gospodarki, oceniając postępowanie Lidla, oświadczył, że „trudno pojąć, jak można w ten sposób podeptać zasady etyczne i moralne”. – To, co się stało w Lidlu, jest wstrząsające. Ale myślę, że to kropla w morzu i gdyby nie media, sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Być może podobne rzeczy dzieją się również w naszych marketach – zastanawia się Dorota Sakiewa, pracująca w jednej z wielkich sieci handlowych w Polsce.

Powiązane artykuły

Witamy na naszym portalu z wartościowymi artykułami pogrupowanymi w różnych kategoriach. Tutaj możesz dodać artykuł za darmo i podzielić się nim z innymi użytkownikami internetu. Publikowanie własych artykułów to dobry pomysł na reklamowanie własnej marki, produktu czy strony internetowej.
Dbamy o to, żeby wszystkie artykułu na naszej stronie były napisane poprawnie, zgodnie z założeniami SEO, gramatyką oraz etykietą internetową. Zapraszamy do dodawania swoich artykułów - publikacja ich odbywa się zazwyczaj szybciej niż w 24 godziny.