Damy polskich słodyczy


Damy polskich słodyczy
Potęga tradycji. Marek Jerzak: Odra to dla wielu Polaków jedna z najważniejszych marek dzieciństwa. Kiedy powstała firma i jakie słodycze jako pierwsze opuszczały jej budynek?

Cecylia Zdebik, prezes Przedsiębiorstwa Wyrobów Cukierniczych „Odra” SA: Fabryka rozpoczęła działalność jako przedsiębiorstwo państwowe w kwietniu 1946 r. Początkowo zakład funkcjonował pod nazwą Fabryka Wyrobów Cukierniczych, jednak w dniu 22 czerwca 1951 r. zmienił nazwę na Fabrykę Cukrów „Odra”, a jako przedsiębiorstwo państwowe zakład funkcjonował przez kilka kolejnych dziesiątek lat.
Pierwszymi wyrobami nowo powstałego zakładu były karmelki, dropsy, draże oraz krówki, które w zakładzie produkowane są do dnia dzisiejszego. W pierwszym roku działalności wyprodukowano zaledwie 184 tony wyrobów cukierniczych, a zatrudnienie wynosiło jedynie 147 osób, w następnym roku produkcja wzrosła już do 575 ton. Od tego czasu można było obserwować systematyczną rozbudowę przedsiębiorstwa.

Chałwa jest produktem w największym stopniu kojarzonym właśnie z Odrą. Na czym polega tajemnica sukcesu tego w końcu trudnego w produkcji produktu?

Pierwotne znaczenie słowa chałwa to po prostu „cukierek”. Popularność chałwy jest tak wielka, że trudno dzisiaj stwierdzić z całą stanowczością, z którego kraju pochodzi. PWC „Odra” SA jest jej producentem od 1951 r., a dzięki tradycyjnej ręcznej metodzie jej wyrabiania firma stała się liderem w jej produkcji na rynku polskim. Metoda ta pozwala połączyć dwa podstawowe składniki (masę karmelową i masę sezamową) w taki sposób, aby jak najlepiej wyciągnąć włókna karmelu, przez co chałwa uzyskuje wyśmienity smak i konsystencję.

Niemal cała Pani kariera zawodowa związana jest z tym zakładem. Wielu innych prezesów o takim wyniku może tylko pomarzyć. W ramach firmy zdobyła Pani w zasadzie wszystko. Jakie ma więc Pani dalsze plany?

Pracuję w Odrze od września 1973 r., czyli od ukończenia studiów. Karierę rozpoczęłam na stanowisku technologa. W 1975 r. awansowałam na szefa produkcji, a po kilku latach byłam już na stanowisku zastępcy dyrektora ds. administracyjno-handlowych. Od 1989 pełniłam funkcję dyrektora firmy. W 1993 r., po utworzeniu spółki pracowniczej Przedsiębiorstwo Wyrobów Cukierniczych „Odra” SA zostałam wybrana prezesem i dyrektorem generalnym przedsiębiorstwa. Po tak dużym stażu pracy moim priorytetem jest powolne przygotowywanie nowej kadry zarządzającej gotowej poprowadzić firmę po moim odejściu na emeryturę.

Niektórzy mówią o Pani „Dama Polskich Słodyczy”. A kto zdaniem Pani na polskim rynku słodyczy jest takim właśnie człowiekiem zasługującym na uznanie?

Oczywiście że jest wiele osób, które zasługują na uznanie i świetnie zarządzają firmą. Do tych osób należą m.in. prezes firmy Solidarność Dariusz Marek, jak również prezes firmy Jutrzenka Jan Kolański.

Słodycze z logo Odry znane są nie tylko w Polsce. Do jakich krajów eksportują Państwo najwięcej słodyczy?

Jednym z kanałów dystrybucji jest sprzedaż eksportowa. Aż 12 proc. naszych artykułów trafia na rynki zagraniczne i są to m.in. Niemcy, Holandia, Szwecja, Jemen, Izrael, Rosja, USA i Kanada.

Od lat jesteście Państwo obecni na największych słodyczowych imprezach wystawienniczych na świecie. Czy te wyjazdy na targi mają swój udział w wynikach eksportowych firmy?

Założenia naszej strategii obejmują działania, które powinny wspierać sprzedaż eksportową. Udział w targach jest ważnym elementem promocji i reklamy firmy na rynkach zagranicznych. Od kilku lat regularnie i z sukcesami wystawiamy się na targach ISM w Kolonii w Niemczech, a także na targach Prodexpo w Moskwie. W ostatnim okresie firma brała udział także w Międzynarodowej Wystawie Fancy Ford Show w Nowym Jorku oraz Płowdiw Bułgaria. Na targach można ocenić konkurencję i spotkać potencjalnego klienta. Dzięki tym działaniom udział sprzedaży eksportowej dynamicznie wzrasta. Sądzę, że około 40 proc. naszego eksportu to klienci, których pozyskaliśmy na targach.

Czy pracują Państwo nad nowymi produktami? A jeśli tak, czy może Pani powiedzieć coś więcej na ich temat?

Analiza sprzedaży PWC „Odra” SA pokazuje, że zmiany zachodzące w sprzedaży wyrobów firmy są zgodne z trendami rynkowymi. Jedną z ostatnich nowości, które weszły na rynek w styczniu 2008 r., jest Mieszanka Czekoladowa Piastowska. Jest to mieszanka cukierków czekoladowych w pięciu smakach: ajerkoniaku, orzecha, kokosowym, kakaowym oraz śmietankowo-kawowym. Formy podania to torba 1 kg, paczka 250 g i luz 2,5 kg.

Dziękuję za rozmowę

Filozofia jakości

Marek Jerzak: Na polskim rynku słodyczy jest Pani postrzegana jako kobieta sukcesu. Dzięki ogromnemu zapałowi udało się Pani stworzyć prężnie działającą firmę słynącą z wybornych pralin. Jak się to wszystko zaczęło?

Aleksandra Hildebrand, właściciel Zakładu Produkcji Cukierniczej „Hildebrand”: Choć niektórym trudno w to uwierzyć to jeszcze kilkanaście lat temu nazwa Hildebrand znana była głównie mieszkańcom Opalenicy. Wraz z mężem prowadziliśmy tam małą ciastkarnię. Słynęła ona głównie z pysznych pączków i drożdżówek. Wówczas nawet nie śmiałam marzyć o tym, że będę zajmowała się opracowywaniem smaków pralin eksportowanych w najrozmaitsze zakątki świata.

Więc skąd ten sukces?

Słodycze były zawsze pasją mojego męża, który skończył technikum Wedla. Ja sama, choć z wykształcenia jestem ekonomistką, przejęłam od niego miłość do słodyczy. Na przełomie lat 80. i 90. zaczęłam myśleć, że warto byłoby rozwinąć działalność i zająć się wytwarzaniem bardziej wyrafinowanych słodyczy.

Ale w tym czasie na rynek wkraczały akurat silne zachodnie koncerny. Zresztą na rynku nie brakowało też produktów rodzimych firm z wieloletnimi tradycjami.

Zgadza się. Było trudno. Wszystkie te firmy, choć w większości przestarzałe technologicznie, dysponowały przecież odpowiednimi maszynami, zatrudniały technologów, miały odpowiednio wyszkolone kadry. Dlatego wpadłam na pomysł, by podjąć współpracę z którąś z dużych firm. Udało mi się podpisać umowę kooperacyjną z poznańską Goplaną.

Dziś jednak jest pani producentką słodyczy spotykanych pod własną marką – Hildebrand.

Tak, bo następnym moim zadaniem było zrobienie rozeznania na rynku. Zaczęłam podróżować po całym świecie. Nie sposób zliczyć, ile krajów odwiedziłam. W każdym z nich wyszukiwałam najrozmaitsze cukiernie i sklepy ze słodyczami. Kosztowałam, podglądałam... Stopniowo zaczęły rodzić się moje własne pomysły na słodycze. Na takie praliny, które zasmakują Polakom.

Później pewnie zatrudniła Pani technologów, którzy opracowali specjalne receptury.

Skądże, lata pracy w cukiernictwie nauczyły mnie czegoś. Zaczęłam sama eksperymentować, łączyć poszczególne smaki, głównie owoców z czekoladą. Technolodzy pojawili się dopiero później, gdy firma zaczęła się rozwijać.

Tak więc od początku wszystko jest Pani pomysłem?

Tak, każda czekoladka, zanim trafiła na spodek przy filiżance kawy amatora słodyczy, musiała się zrodzić w formie pomysłu w mojej głowie. Mało tego, również i opakowania, które i dziś są na półkach sklepów, są mojego projektu, choć oczywiście powstawały przy wsparciu grafików...

Jakim cudem udało się Pani tak wybić? W Polsce działa przecież ponad 120 producentów słodyczy...

Od samego początku stawiałam na wysoką jakość. Wiele z pralin wytwarzanych jest tak jak słodycze najbardziej prestiżowych marek na świecie, czyli ręcznie. To bardzo żmudna i ciężka praca. Jej efekt doceniają jednak nasi klienci. Nie mamy problemów ze znalezieniem nabywców dla naszych wyrobów. Widać to zresztą było na ostatnich targach słodyczy ISM – w Kolonii. Stoisko pełne było kontrahentów nie tylko z Europy, ale i Chin, Japonii czy Izraela. Zainteresowany współpracą z nami jest jeden z największych producentów słodyczy w Ameryce.

Jak więc firma wygląda dziś?

Jak na polskie warunki jesteśmy średniej wielkości producentem. Zatrudniam około 170 osób i staram się zwiększać produkcję, by zaspokoić zapotrzebowanie rynku. Dlatego też właśnie budujemy nowy magazyn. Mamy też osiem sklepów firmowych, w których zawsze można dostać najświeższe, ręcznie robione słodycze. Obecni jesteśmy w sieciach i handlu tradycyjnym.

Czy są więc jakieś problemy?

Tych nigdy nie brakuje. Ostatnio sen z powiek nie tylko moich, ale i całej branży słodyczowej spędzają rosnące ceny ziarna kakaowego. Jak się bowiem okazuje, plantatorzy mają coraz większe kłopoty z zaspokojeniem zapotrzebowania na ziarno w obliczu zapotrzebowania na ten surowiec w Chinach, w których czekolada popularność dopiero zaczyna zdobywać.

Dziękuję za rozmowę

Powiązane artykuły

Witamy na naszym portalu z wartościowymi artykułami pogrupowanymi w różnych kategoriach. Tutaj możesz dodać artykuł za darmo i podzielić się nim z innymi użytkownikami internetu. Publikowanie własych artykułów to dobry pomysł na reklamowanie własnej marki, produktu czy strony internetowej.
Dbamy o to, żeby wszystkie artykułu na naszej stronie były napisane poprawnie, zgodnie z założeniami SEO, gramatyką oraz etykietą internetową. Zapraszamy do dodawania swoich artykułów - publikacja ich odbywa się zazwyczaj szybciej niż w 24 godziny.